Brak petentów w punktach bezpłatnych porad prawnych

paragrafW najnowszym numerze „Tygodnika Zamojskiego” z 12 października br. Małgorzata Mazur w art. „Jeden petent na dwa dni!”, pisze o małym zainteresowaniu bezpłatnymi poradami prawnymi, prowadzonymi na podstawie ustawy z dnia 5 sierpnia 2015 r. o nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej (Dz. U. z 28 sierpnia 2015 r. poz. 1255). Przepisy ustawy weszły w życie z dniem 1 stycznia 2016 r.

 

Autorka artykułu pisze m.in., że „Idea szczytna, rzeczywistość jednak wygląda już mniej efektownie. Wiele osób, które z bezpłatnej pomocy chciałyby skorzystać, odchodzi z kwitkiem. Nie spełniają bowiem kryteriów, które wyznaczył ustawodawca. Pomoc im się nie należy”. Całość artykułu w wydaniu papierowym i elektronicznym Tygodnika, a jego zapowiedź na stronie internetowej TUTAJ i TUTAJ

 

Czyżby ustawa, która rodziła się w wielkich bólach była niewypałem? Produktem naszego ustawodawcy, na który nie ma zapotrzebowania na rynku?

 

Moim zdaniem tak nie jest i wiem to z własnego doświadczenia. Przez kilka lat z jednym z hrubieszowskich stowarzyszeń organizowałem bezpłatną pomoc prawną, bez wielkich pieniędzy i całego blichtru, który towarzyszył uruchamianiu dzisiaj działających punktów bezpłatnych porad prawnych. Było zainteresowanie i byli petenci.

 

W czym zatem problem ?

 

Problemem pierwszym są przepisy samej ustawy określające charakter podmiotowy i przedmiotowy instytucji „bezpłatnych porad prawnych”. Z usług tych bowiem np. w sprawach prawa pracy i podejmowania działalności nie skorzystają najubożsi, korzystający z pomocy opieki społecznej i osoby w wieku powyżej 65 roku życia, bowiem najczęściej one nie pracują albo już nie pracują, a na zakładanie własnej działalności gospodarczej jednych po prostu nie stać, a dla drugich czas na takie inicjatywy szybko ucieka. Dotyczy to także rodzin posiadających „Karty dużej rodziny”, kombatantów i  i weteranów.

 

Katalog spraw, które mogą być przedmiotem bezpłatnych porad prawnych jest również powodem wykluczenia wielu osób z możliwości skorzystania z takich usług. Wydaje się, że zakres pomocy na jaki mogą liczyć osoby uprawnione do tej pomocy jest również zbyt wąski. Udzielenie wyjaśnień i pouczeń o przysługujących im prawach, wskazanie możliwości rozwiązania problemu, czy nawet pomoc w sporządzeniu pism procesowych lub właściwych dla postępowania administracyjnego, to dla wielu osób z grona ustawowo uprawnionych za mało. To im po prostu nie wystarczy aby mogli dalej poradzić sobie sami, a na dalsze prowadzenie spraw przez prawnika, za usługę którego trzeba zapłacić, ich po prostu nie stać.

 

W tym kontekście nie można nie zadać sobie również pytania czy do udzielania takiej pomocy są niezbędni aż adwokaci i radcowie prawni lub ich aplikanci ? I czy aż za takie pieniądze o jakich informuje przywoływana na wstępie tego wpisu autorka artykułu w Tygodniku Zamojskim ?

 

Problemem drugim jest to, że zadania związane z organizacją oraz udzielaniem bezpłatnej pomocy prawnej na terenie  powiatów, które jest zadaniem rządowym zlecono starostom. Starostowie zadania te realizują poprzez zawarcie stosownych porozumień z gminami oraz powierzenia w drodze konkursów organizacjom pozarządowym, przy założeniu, że 50 % punktów prowadzą gminy i 50 % organizacje pozarządowe (wyjątkiem jest powiat gdzie funkcjonują tylko 3 punkty – dla ngo przypada wówczas 1 punkt).

 

Co zatem jest problemem w tym rozwiązaniu ? A no to, że tak naprawdę większość spraw z jakimi borykają się osoby uprawnione do korzystania z bezpłatnych porad prawnych są to sprawy z zakresu postępowań administracyjnych, prowadzonych przez administrację samorządową gmin i powiatów. Sprawy z zakresu komunikacji, geodezji i gospodarki gruntami, architektury i budownictwa, a przede wszystkim z zakresu opieki i pomocy społecznej, przemocy w rodzinie, komunalnej gospodarki mieszkaniowej oraz usług komunalnych.

 

Osoby te często obawiają się, że prawnik udzielający porad w siedzibie  urzędu gminy lub w starostwie powiatowym może być stronniczy przy udzielaniu porady. Oni najczęściej mają go za pracownika starosty, wójta itd., który od swojego pracodawcy jest zależny i nie może przeciwko niemu działać.

 

Tak mocne powiązanie, chociaż tylko formalno-organizacyjne wydaje się być błędem pomysłodawców ostatecznej wersji ustawy o bezpłatnym poradnictwie prawnym oraz ustawodawcy.

 

Lepszym rozwiązaniem byłoby powierzenie realizacji tego zadania przez administrację rządową bezpośrednio organizacjom pozarządowym, które tak naprawdę były jedynymi podmiotami, które przez kilka lat walczyły o uruchomienie tego poradnictwa i przez wiele lat go realizowały m.in. w ramach działalności non profit.

 

Po co w to wszystko wplątano administrację samorządową można tylko się domyślać i spekulować. Na dzisiaj wiemy już, że nie przynosi to dobrych rezultatów z powodów, które na potrzeby niniejszego wpisu określę „problemem trzecim”.

 

A problem trzeci, to obawa uprawnionych do korzystania z bezpłatnych porad prawnych, czy sprawa z którą przychodzą do punktu porad, zlokalizowanego w środowisku w którym mieszkają, w urzędzie w którym pracuje wielu ich znajomych pozostanie anonimowa.

 

Ze względu na to, że sprawy z którymi najczęściej zgłaszają się potrzebujący porad, są sprawami bardzo osobistymi i wrażliwymi, dotyczącymi m.in. sfer ich życia osobistego lub rodzinnego, międzysąsiedzkiego, na linii petent – urzędnik, często właśnie tego samego urzędu w którym zlokalizowany jest punkt porad, zależy im na absolutnej dyskrecji.

 

Wiem coś o tym z doświadczenia o którym wspomniałem. Wiele potrzebujących osób wolało przyjechać do odległego od miejsca zamieszkania Hrubieszowa i zgłosić się po poradę do stowarzyszenia, tylko dla tego aby nikt ich nawet nie zobaczył np. w GOPS, w którym taką samą poradę mogły także uzyskać.

 

Wydaje się, że twórcy obecnego rozwiązania tego aspektu nie wzięli w ogóle pod uwagę, a jest on bardzo ważny, szczególnie w środowiskach małych, właśnie w Polsce powiatowej i gminnej.

 

Zastanawia także, po co do tak zawężonego ustawowo zakresu spraw, a przede wszystkim czynności (tak naprawdę tych najprostszych i sprowadzających się przede wszystkim do udzielania informacji i sporządzania prostych pism procesowych lub administracyjnych )  należy zatrudniać przede wszystkim adwokatów i radców, ostatecznie ich aplikantów. Tak naprawdę to szkoda ich czasu i publicznych pieniędzy.

 

Wątpię czy płynie z tego jakaś dodatkowa wartość dla osób potrzebujących takiego wsparcia ?

 

Jestem natomiast przekonany, że podcięto skrzydła organizacjom pozarządowym, które za dużo mniejsze pieniądze, bezpłatnymi poradami obywatelskimi zajmowały się od lat oraz mocno ograniczono możliwość doskonalenia się studentom studiów prawniczych i absolwentom tych studiów oraz realizowanie się, najczęściej bezpłatnie osobom, które pracę zawodową już zakończyły, ale są otwarte na działalność non profit.

 

W tej sytuacji może warto zastanowić się nad potrzebą zmiany tej ustawy  i ponownego postawienia na nogi tego, co na głowie postawiono ?

Poleć, udostępnij !

Permalink do tego artykułu: http://suflerob.o11.pl/?p=2962

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.