Nowy rok szkolny – coś się kończy, a coś zaczyna

Nowy rok szkolny 2017/2018 rozpoczyna się przede wszystkim pod szyldem reformy oświatowej. Jak sięgam swoją pamięcią jest to już kolejna reforma, których tak naprawdę dzisiaj już nikt chyba nie jest w stanie zliczyć. Tym razem reforma oznacza m.in. początek końca gimnazjów, trzyletnich liceów ogólnokształcących, czteroletnich techników i tzw. zawodówek oraz powrót do ośmioletnich podstawówek, czteroletnich liceów i pięcioletnich techników. Nowością są szkoły branżowe, które zastąpią zawodówki.

Konkretnie rzecz ujmując dotychczasowa  6-letnia szkoła podstawowa, 3-letnie gimnazjum, 3-letnie liceum ogólnokształcące,  4-letnie technikum, 3-letnia zasadnicza szkoła zawodowa oraz szkoły policealne zostaną zastąpione 8-letnią szkołą podstawową, 4-letnim liceum ogólnokształcącym, 5-letnim technikum, 3-letnią branżową szkołą pierwszego stopnia, 2-letnią branżową szkoła drugiego stopnia, 3-letnią szkołą specjalną przysposabiającą do pracy oraz szkołą policealną.

Jak pokazują badania opinii publicznej Polacy są mocno podzieleni w ocenie potrzeby wprowadzenia reformy, szczególnie jeżeli chodzi o likwidację gimnazjum i powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej. Duża część opinii publicznej widzi w reformie więcej zagrożeń niż elementów pozytywnych. Dotyczy to w szczególności środowiska nauczycielskiego, w tym ZNP oraz samorządów lokalnych, które odpowiadają za bazę szkolną i kadry, czyli zatrudnienie nauczycieli i pracowników obsługi.

Podobnie było zresztą w 1999 r. kiedy rząd Jerzego Buzka z Mirosławem Handke jako ministrem edukacji narodowej, wprowadzał sześcioletnią szkołę podstawową, trzyletnie gimnazjum, dwuletnie szkoły zawodowe, trzyletnie licea ogólnokształcące, trzyletnie licea profilowane, czteroletnie technika, dwuletnie uzupełniające licea ogólnokształcące (dla absolwentów szkół zawodowych), trzyletnie technika uzupełniające, szkoły policealne oraz trzyletnie szkoły specjalne.

Dość ciekawie prezentowały się wówczas opinie społeczne dotyczące wprowadzenia reformy edukacji. Według sondażu CBOS-u z marca 1999 dwie trzecie Polaków uważało, że należy wprowadzić reformę szkolnictwa, ale aż 44% uznało pierwszeństwo dla innych spraw.

Osobiście uważam, że likwidacja gimnazjum, powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej oraz odbudowa szkolnictwa zawodowego są krokiem w dobrym kierunku.

Pytanie tylko po co nam tę żabę było jeść ?

Tamta reforma, tak jak i obecna była wprowadzana w przyśpieszonym tempie, a towarzyszyły jej likwidacja szkół, obawy nauczycieli o pracę oraz z czasem krajobraz gimbusów przemieszczających się po polskich drogach lokalnych, dowożących uczniów do szkół oddalonych od ich miejsca zamieszkania.

Przyśpieszone tempo wprowadzania reformy z 1999 r. sprawiło, że była ona dotknięta wieloma „niedoróbkami”, które trzeba było w kolejnych latach eliminować.

Obawiam się, że tak może być i tym razem.

Zarówno w 1999 r. jak i obecnie zbyt mało czasu w debacie publicznej poświęcono podstawom programowym, a tak naprawdę to „jakie będzie naszych dzieci i młodzieży chowanie” od tego właśnie zależy.

I na zakończenie. Obawiam się, że dyskusja o reformie szybko się nie skończy, a nawet z czasem będzie nabierała rumieńców. Szczególnie w sytuacji gdy coś nie wyjdzie lub się nie uda.

Będzie się to działo za sprawą przyszłorocznej kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi, w trakcie której będzie można wskazać winnego.

Rok wdrażania reformy zapewne dostarczy wszystkim stronom wystarczająco dużo doświadczeń.

Negatywnych i pozytywnych zapewne.  

Poleć, udostępnij !

Permalink do tego artykułu: http://suflerob.o11.pl/?p=4048

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.