Kraj po wygranej Dudy, wielkim sukcesie Kukiza oraz klęsce lewicy

SN853586Od pierwszej tury wyborów prezydenckich minęło kilka dni. „Szok” powyborczy spowodowany u niektórych niedzielnymi wynikami już trochę minął, chociaż zapewne upłynie jeszcze sporo czasu aby zrozumieli co naprawdę się stało. Takie przynajmniej wnioski można wysnuć z wypowiedzi i zachowań samych kandydatów oraz przedstawicieli ich sztabów wyborczych i partii politycznych, które ich zgłaszały lub stanowiły dla nich zaplecze polityczne.

 

Z tym, że dobry wynik w wyborach może osiągnąć Paweł Kukiz wielu się pogodziło jeszcze przed wyborami, kierując się sondażami z ostatnich dni przed wyborami. Słabego wyniku Magdaleny Ogórek, kandydatki SLD także wielu się spodziewało. Ale wierzących w to, że Andrzej Duda wygra z Bronisławem Komorowskim, urzędującym Prezydentem RP, zbyt wielu nie było, oprócz oczywiście elektoratu PIS.

Najmniej zapewne spodziewali się tego sam Komorowski i jego zaplecze polityczne. Pewni wygranej, zapatrzeni w siebie, lekceważący konkurentów, bezkrytycznie przyjmujący kolejne, korzystne dla Prezydenta Komorowskiego wyniki sondaży wyborczych.

Ich pewność prysła jak mydlana bańka w niedzielny wieczór wyborczy. Wyniki sondażowe Ipsos potwierdziły wysokie poparcie (20,5 %), i trzecie miejsce dla Pawła Kukiza, bardzo wysokie poparcie (34,5 %) i zwycięstwo dla Andrzeja Dudy oraz 33,1 % i dopiero drugie miejsce dla Bronisława Komorowskiego.

Pozostali kandydaci pozostali daleko w tyle z wynikami znacznie odbiegającymi od dwucyfrowych. Uzyskali oni odpowiednio poparcie na poziomie: Janusz Korwin-Mikke – 3,5 %, Magdalena Ogórek – 2,4 %, Adam Jarubas – 1,6 %, Janusz Palokot – 1,6 %, Grzegorz Braun – 1,1 %, Marian Kowalski – 0,8 %, Jacek Wilk – 0,6 % i Paweł Tanajno – 03 %.

Jeżeli ktoś się łudził, że Ipsos się pomylił jak przy wyborach samorządowych, to bardzo się rozczarował ponieważ oficjalne wyniki podane przez PKW późnym wieczorem w powyborczy poniedziałek tylko nieznacznie odbiegają od tych sondażowych. Co prawda okazały się one korzystniejsze dla Prezydenta Komorowskiego, ale nie na tyle by się wysforował na pierwsze miejsce. Ukształtowały się one ostatecznie następująco: Duda – 34,76 %, Komorowski – 33.77 %, Kukiz – 20,80 %, Korwin-Mikke – 3,26 %, Ogórek – 2,38 %, Jarubas – 1,60 %, Palikot – 1,42 %, Braun – 0,83 %, Kowalski – 0,52 %, Wilk – 0,46 % oraz Tanajno – 0,20 %.

W kontekście powyższych wyników – sondażowych Ipsos i oficjalnych PKW – nie może nie rodzić się pytanie czy na pewno w wyborach samorządowych 2014 Ipsos tak bardzo się pomylił ?

A wracając do rozstrzygnięć z pierwszej tury wyborów można powiedzieć, że dla wielu osób baczniej przyglądających się naszej scenie politycznej aż takim wielkim zaskoczeniem jej wyniki nie były.

To nie JOWy, a wysokie bezrobocie w tzw. terenie oraz wśród ludzi młodych, szerokie rzesze Polaków żyjących na granicy ubóstwa i wykluczenia oraz panosząca się biurokracja i partyjniactwo spowodowały, że Kukiz zebrał głosy 1/5 wyborców. Są to głosy wyborców niezadowolonych z tego co jest, ze sposobu rządzenia przez obecną koalicję, nie widzących dla siebie szansy na godne życie. Są to także głosy wielu członków rodzin tych, którzy z powodu braku dla nich pracy w kraju zdecydowali się na emigracje zarobkową.

Myślę, że trafnie ujął to Jan Sowa, teoretyk kultury, socjolog i eseista, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w wywiadzie zamieszczonym na stronach Wirtualnej Polski, który m.in. powiedział „ Głosy na Kukiza to wyraz protestu przeciw sposobowi funkcjonowania całej polskiej sceny politycznej. Przeciw oderwaniu się polityków od tego, czym żyją na co dzień ludzie. Przeciw aroganckiej propagandzie sukcesu. Przeciw nieudolności władz. Przeciw braku solidarności społecznej z grupami poszkodowanymi. Wreszcie – przeciw medialnemu spektaklowi nazywanemu przez Kukiza „partiokracją”.

Sytuacja opisana przez Jan Sowę tłumaczy nam nie tylko podstawy sukcesu Kukiza, ale opisuje także przyczyny porażki w pierwszej turze Prezydenta Komorowskiego.

Kolejną przegraną w tych wyborach jest kandydatka SLD Magdalena Ogórek, chociaż ona sama w trakcie kampanii, a szczególnie pod jej koniec podkreślała na każdym kroku, że jest kandydatką niezależną. Wygląda na to, że w niezależność Pani Ogórek jakby uwierzyli nawet czołowi politycy SLD, którzy w wypowiedziach dla mediów po klęsce wyborczej prawie jednogłośnie ten stan rzeczy potwierdzają. Wygląda to komicznie i przynosi tylko dalsze szkody tej formacji, w której widać nie ma nikogo odważnego, kto by na swoją klatę przyjął porażkę.

Jedynie Włodzimierz Czarzasty miał odwagę przeprosić publicznie ludzi lewicy za to co się stało.

Z powyższym opisem tej sytuacji koresponduje m.in. wypowiedź Danuty Waniek w wywiadzie udzielonym Wiesławowi Dębskiemu w Wirtualnej Polsce. Nawiązując do przegranej kandydatki SLD oraz wcześniejszej krytyki dotyczącej jej nominacji Danuta Waniek, czołowa niegdyś postać SLD mówi m.in. „że nie dostrzegła w Magdalenie Ogórek żadnych cech przywódczych. Wyjaśnia również, że nikt w SLD nie wie, dlaczego Leszek Miller wskazał właśnie Magdalenę Ogórek na kandydatkę na prezydenta. – Miller jest znany z takich seksistowskich bon motów i z perspektywy tego doświadczenia, ja myślę, że to był jego kolejny tego typu bon mot.. W opinii Danuty Waniek, po słabym wyniku kandydatki SLD Leszek Miller powinien zrezygnować z kierowania partią. – Miller nie ma politycznej zdolności honorowej. Taka klęska, jaką kierowana przez niego partia poniosła w tej kampanii, do tej pory się nie zdarzyła”.

W podobnym tonie brzmi wypowiedź Marcina Króla w wywiadzie dla WP, który w odpowiedzi na pytanie prowadzącego wywiad, na kogo w tych wyborach mogli głosować ludzie lewicy, odpowiada krótko „W zasadzie na nikogo. Miller i jego kompania kompletnie wykończyli lewicę”.

Brutalne, ale niestety do bólu prawdziwe.

Nie do zaakceptowania jest także moim zdaniem postawa Leszka Millera, który odcina się od odpowiedzialności za wynik kandydatki SLD i zabiera się do budowania szerokiego frontu lewicy przed wyborami parlamentarnymi ale uwaga – na warunkach podyktowanych przez SLD.

Niczego dobrego to nie wróży ani SLD, ani lewicy, ani samemu Leszkowi Millerowi.

Biorąc pod uwagę powyższe, a ponadto bardzo słaby wynik kandydata PSL, Andrzej Duda nie miał innego wyjścia, musiał pierwszą turę wyborów prezydenckich wygrać.

Oczywiście jego wygrana nie jest pokłosiem tylko słabości konkurentów. On po prostu potrafił przekonać wyborców, że z całej stawki kandydatów jest najlepszy.

Przed nami druga tura wyborów, w której jesteśmy świadkami co najmniej dziwnych zachowań obu kandydatów.

Dziwić musi sposób zabiegania obydwu kandydatów o głosy wyborców Pawła Kukiza, nagłe przyśpieszenie Prezydenta Komorowskiego z inicjatywami w sprawie JOWów, referendum, pracy dla ludzi młodych czy zmian w ustawach podatkowych. Ich zgłaszanie w tych okolicznościach będzie u wielu odbierane jako działanie mało wiarygodne i nie przysporzy głosów.

Wątpliwą korzyścią dla Prezydenta Komorowskiego może okazać się także poparcie Aleksandra Kwaśniewskiego. Wielu twierdzi, że poparcie Kwaśniewskiego jest dla Komorowskiego „pocałunkiem śmierci”.

Zastanawiam się czy tylko dla Komorowskiego ? Cz czasami tym zachowaniem nie dołączył do grona tych, którzy szkodzą polskiej lewicy ?

Czego więc możemy spodziewać się po drugiej turze wyborów ? Wszystkie najnowsze badania sondażowe pokazują, że wygranej Andrzeja Dudy.

Jeżeli tak się stanie, będzie to nie tylko jego i jego zaplecza politycznego zasługa. Poważnie przyczyni się do tego konkurencja, która sprawia wrażenie pogubionej w tej kampanii.

Poleć, udostępnij !

Permalink do tego artykułu: http://suflerob.o11.pl/?p=452

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.