Pożegnanie, powitanie prezydentów – kilka refleksji

Zaprzysiężenie DudyPo uroczystościach pożegnalnych Prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz uroczystościach przejęcia władzy prezydenckiej przez Prezydenta Andrzeja Dudę opadł już pierwszy kurz, a ton komentarzy i opinii nieco się stępił. Czas więc na kilka refleksji i spojrzenia na te wydarzenia z pewnego już dystansu. Nie uważam się broń Boże za znawcę przedmiotu co oczywiście nie pozbawia ani mnie, ani miliony innych Polaków prawa do oceny tego co w naszej przestrzeni publicznej się dzieje (zdjęcie: Krzysztof Białoskórski).

 

Refleksja pierwsza.

Większość komentatorów pożegnalne expose Prezydenta Komorowskiego oceniła dobrze albo bardzo dobrze. W tej akurat kwestii jestem zdania odmiennego, a to z powodu początku pożegnalnego wystąpienia, kiedy to Pan Prezydent powiedział, cytuję „Drodzy Państwo! Dobiega końca czas mojej prezydentury. Pragnę podziękować wszystkim, którzy pięć lat temu na mnie głosowali i tym, którzy poparli mnie w czasie ostatnich wyborów. Było nas wiele milionów. Dziękuję za okazanie zaufania, za wspólne przekonanie, że Polska potrzebuje stabilności i przewidywalności w polityce, i w gospodarce. Dziękuję za zrozumienie roli dialogu i kompromisu jako metody gwarantującej rozwój i funkcjonowanie państwa”.

W kontekście tej wypowiedzi zadaję sobie pytanie, a co z pozostałymi Polakami? Czyżby nie zasłużyli sobie na podziękowanie za współpracę z Panem Prezydentem?

W drugiej turze wyborów w dniu 4 lipca 2010 r. na Bronisława Komorowskiego głosowało 8.933.887 osób na 30.833.924 uprawnione tj. 28,97 %, a w dniu 24 maja br. 8.112.311 osób na 30.709.281 uprawnione tj. 26,42 %. Jak widać w obu głosowaniach, liczba osób głosujących na Pana Komorowskiego wynosiła niewiele ponad ¼ uprawnionych.

Czyżby wśród milionów osób, które głosowały na innego kandydata lub w głosowaniu nie wzięły udziału nie znalazł się nikt, kto by na podziękowanie Pana Prezydenta zasłużył?

Niestety ale z expose pożegnalnego tak to wynika.

Być może z tej „wpadki” – bo w tej kategorii chcę tę wypowiedź odbierać – Prezydenta Komorowskiego wnioski wyciągnął Prezydent Andrzej Duda, który w swoim inauguracyjnym wystąpieniu w Sejmie w dniu 6 sierpnia br., po złożeniu przysięgi prezydenckiej m.in. powiedział „Dziękuję wszystkim tym, którzy są dzisiaj ze mną. Dziękuję wszystkim Polkom i Polakom” i dalej „Chciałem dzisiaj, proszę państwa, bardzo mocno powiedzieć: jednym z podstawowych oczekiwań jest to, byśmy zaczęli odbudowywać wspólnotę. Ludzie marzą o takiej wspólnocie, jaka wśród Polaków powstała w latach 80. w czasach Solidarności i dlatego mówię dzisiaj do ludzi o różnych poglądach, o różnym światopoglądzie, wierzących i niewierzących. Proszę o wzajemny szacunek. Proszę o to, abyśmy szanowali swoje prawa, oczywiście bez narzucania ich innym, ale żebyśmy umieli te prawa nawzajem szanować. Proszę, żebyśmy umieli szanować się nawzajem. Mówię o tym zawłaszcza tutaj w sali sejmowej. Mówię do polskich polityków, mówię to także do siebie. Chciałbym, żebyśmy budowali wzajemny szacunek, bo to szacunek musi być podstawą wspólnoty, a tylko wtedy, kiedy będziemy wspólnotą, jesteśmy w stanie naprawić Polskę, a dzisiaj Polska – przede wszystkim Polacy – tej naprawy bardzo potrzebują. I to naprawdę w wielu obszarach. To służba zdrowia, to codzienny poziom życia wielu rodzin, to dzieci, których wiele dzisiaj nie dojada, zwłaszcza na obszarach wiejskich. To oni potrzebują pomocy, państwo doskonale o tym wiecie. To młodzież, która emigrowała, bo nie widziała dla siebie szans rozwojowych w naszym kraju. Musimy do nich dzisiaj wyciągnąć rękę. Musimy zacząć naprawiać Rzeczypospolitą”.

Chciałbym wierzyć, że nie było to koniunkturalne. Na potrzebę chwili i toczącej się już na dobre kampanii parlamentarnej.

Refleksja druga.

Moją uwagę podczas wystąpienia w Sejmie Prezydenta Dudy – oprócz oczywiście najważniejszych tez programowych – zwróciło „buczenie” części posłów oraz zachowanie wicepremiera Janusza Piechocińskiego, posła PSL.

„Buczenie” zostało zauważone i skomentowane jako niestosowne – i słusznie – przez większość komentatorów i polityków. Znaleźli się jednak i tacy, którzy nic w tym złego lub niestosownego nie zauważyli. Mieli do tego oczywiście prawo. Zastanawiające jest jednak to, że usprawiedliwienia „buczenia” w Sejmie, podejmowały się osoby, które zaledwie kilka dni wcześniej ostro potępiały – także słusznie – podobne zachowania na Cmentarzu Powązkowskim, podczas uroczystości związanych z 71 rocznicą Powstania Warszawskiego.

Ktoś mógłby powiedzieć, że porównywanie tych sytuacji i ich miara są niewłaściwe. Być może, że tak ? Zachowanie zarówno w Sejmie jak i na cmentarzu powinny być jednak równie surowo oceniane. Zwłaszcza jeżeli to zachowanie jest udziałem naszych parlamentarzystów.

O „buczeniu” w przekazach medialnych i komentarzach możemy jeszcze dzisiaj przeczytać lub usłyszeć, o „wyróżniającym” się zachowaniu wicepremiera Janusza Piechocińskiego nie. A szkoda, bo było ono bardzo znamienne.

Pan wicepremier Piechociński, jako jedyny z rządu gorliwie, na stojąco oklaskiwał wystąpienie pana Prezydenta Dudy, co oczywiście nie można tłumaczyć inaczej jak akceptacją dla prezydenckiego programu.

Trochę nijak się to ma do ocen ze strony rządowej, ale panu wicepremierowi pewnie tak naprawdę nie o to chodziło.

Wybory parlamentarne za pasem, notowania dotychczasowego koalicjanta nie zachwycają, pora więc na wszelki wypadek zacząć się rozglądać i czyścić przedpole.

Kto wie, może to środowisko polityczne nowego Prezydenta wygra wybory i będzie się rozglądać za koalicjantem?

Refleksja trzecia.

W wielu komentarzach towarzyszących wyborom prezydenckim oraz ceremonii przejęcia władzy przez Prezydenta Andrzeja Dudę zwracano uwagę na niewielką różnicę głosów jaką wygrał wybory z Prezydentem Bronisławem Komorowskim.

Moim zdaniem były i są to komentarze niestosowne. Wygrana jest bowiem zawsze wygraną, a różnica prawie 520 tys. głosów wcale nie jest taka bagatelna.

Refleksja czwarta.

W dniu zaprzysiężenia nowego Prezydenta i w dniach następnych często można było usłyszeć deklaracje gotowości do współpracy (obecnie już rzadziej) składane przez Prezydenta Dudę oraz Premier Ewę Kopacz i członków jej rządu.

Otóż w świetle Konstytucji RP oba te urzędy bez względu na to kto stoi na ich czele mają obowiązek ze sobą współpracować i żadne deklaracje nie są tu do niczego potrzebne.

Refleksja piąta.

Może jestem marzycielem albo bardzo naiwnym człowiekiem, ale marzy mi się aby po każdych kolejnych wyborach, zapominano o kłótniach z kampanii wyborczej, zaczynano ze sobą rozmawiać i spierać się na argumenty, a o wybranych Prezydencie, Premierze, Marszałku Sejmu lub Senatu zaczęto mówić, nasz Prezydent, nasz Premier, nasz Marszałek.

To przecież takie proste i inni już dawno tego się nauczyli.

Więc być może kiedyś …. ?

 

Poleć, udostępnij !

Permalink do tego artykułu: http://suflerob.o11.pl/?p=512

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.